• Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 51

    Garść okazjonalnych cytatów z powieści Alberta Camusa z 1947 roku „Dżuma”.
    Tłumaczenie – Joanna Guze.

    Albert Camus
    Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika (…) nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście.


    Całe nieszczęście ludzi płynie stąd, że nie mówią jasnym językiem.


    Jesteśmy sami, nic nas nie usprawiedliwi.


    Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka.


    Kiedy wybucha wojna, ludzie powiadają: „To nie potrwa długo, to zbyt głupie”. I oczywiście, wojna jest na pewno zbyt głupia, ale to nie przeszkadza jej trwać.


    Może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 152

    7 grudnia 2019 roku Olga Tokarczuk, noblistka w dziedzinie literatury za rok 2018, wygłosiła mowę. Uznaliśmy, że jesteśmy dobrym miejscem na tego rodzaju publikację. G. Trochimczuk

    Foto: Jonathan Nackstrand / AFP

    olga tokarczuk na konferencji prasowej w sztokholmie

    Czuły narrator
    1.
    Pierwsze zdjęcie, jakie świadomie przeżyłam, to zdjęcie mojej matki, jeszcze zanim mnie urodziła. Zdjęcie jest niestety czarno-białe, przez co ginie wiele szczegółów, stając się zaledwie szarymi kształtami. Światło jest miękkie i deszczowe, chyba wiosenne i najpewniej sączy się przez okno, utrzymując pokój w ledwie zauważalnym blasku. Mama siedzi przy starym radiu, takim, które miało zielone oko i dwa pokrętła – jedno do regulowania głośności, drugie do wyszukiwania stacji. To radio stało się potem towarzyszem mojego dzieciństwa i z niego dowiedziałam się o istnieniu kosmosu. Kręcenie ebonitową gałką przesuwało delikatne czułki anten i w ich zasięg trafiały rozmaite stacje – Warszawa, Londyn, Luksemburg albo Paryż. Czasami jednak dźwięk zamierał, jakby pomiędzy Pragą a Nowym Jorkiem, Moskwą a Madrytem czułki anteny natrafiały na czarne dziury. Wtedy przechodził mnie dreszcz. Wierzyłam, że poprzez to radio odzywają się do mnie inne układy słoneczne i galaktyki, które wśród trzasków i szumów wysyłają mi wiadomości, a ja nie umiem ich rozszyfrować.

    Wpatrując się w to zdjęcie jako kilkuletnia dziewczynka byłam przekonana, że mama szukała mnie, kręcąc gałką radia. Niczym czuły radar penetrowała nieskończone obszary kosmosu próbując dowiedzieć się, kiedy i skąd przybędę. Jej fryzura i ubiór (duży dekolt w łódkę) wskazują, kiedy zrobiono to zdjęcie – to początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Patrząca gdzieś poza kadr, nieco zgarbiona kobieta, widzi coś, co nie jest dostępne oglądającemu to zdjęcie. Jako dziecko rozumiałam to tak, że ona patrzy w czas. Na tym zdjęciu nic się nie dzieje, to fotografia stanu, nie procesu. Kobieta jest smutna, zamyślona, jakby nieobecna.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 152

    158.

    Znalazłem się tego roku w kręgu literatury Jamesa Clavella, (ur. 1921, zm. 1994) – pisarza, scenarzysty, reżysera, weterana II wojny światowej, najbardziej znanego ze swojej serii powieści osadzonych w realiach azjatyckich i ich filmowych adaptacji. Urodził się w Australii, później przyjął obywatelstwo amerykańskie. Jego dorobek, za namową mojej żony umieściłem w swoim wygodnym czytniku (zwłaszcza podczas podróży). Czytam szóstą powieść Whirlwind, (po polsku: zawirowanie powietrza, trąba powietrzna, cyklon?) ostatnią z spośród jego powieści. Mam za sobą lekturę azjatyckiego Pięcioksięgu, teraz wkraczam w literacką rzeczywistość osadzoną w realiach wydarzeń z 1979 roku w Iranie; tłem akcji jest więc upadek monarchii irańskiej oraz początki rządów ajatollaha Chomeiniego. Jak rozwijała się sytuacja irańska, wiemy doskonale, ponieważ państwo religijne, islamistyczne, na Bliskim Wschodzie stało się piorunującym środkiem zapalnym głównie z powodu rozwijania przez Iran technologii jądrowej dla celów militarnych. Pojawiają się incydenty a ci, którzy wciąż powinni zachowywać zimną krew, kipią. Pisząc o tamtym okresie przemian Clavell intuicyjnie wyczuł, gdzie jest miejsce zapalne.


    Powieść otwiera przysłowie wywodzące się ze Starego Testamentu (Oz 8, 7):
    Bo iż wiatr siali,
    wicher też żąć będą
    Znane, prawda, a przynajmniej podobne do znanego z Biblii Tysiąclecia: Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę. Cytat wyjęty z powieści Clavella w tłumaczeniu Michała Jankowskiego pochodzi z Biblii Gdańskiej – przekładu Biblii na język polski z roku 1632 dokonanego wspólnie przez braci czeskich i kalwinistów. Stało się ono jednym z najpopularniejszych polskich tłumaczeń protestanckich.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 171

    131.

    Zabija nas reklama. Wszechobecna i niepowstrzymana w czasie. Zdołała już poczynić wielkie spustoszenie w świecie Zachodu, w którym dominuje od stulecia demokratyczny kapitalizm (z małymi odstępstwami w okresie nazizmu, który jednak nie przeceniał potęgi propagandy). Teraz rozpanoszyła się w krajach wyzwolonych spod wpływów sowieckich. Dołączyliśmy do wielkiej rodziny europejskiej objętej regułami Unii. Albo też ulegliśmy globalizacji, która skróciła odległości i czas niezbędny do nawiązania wzajemnych relacji. Nic już nie jest nam obce.
    Reklama jest najbardziej powszechną zarazą, jaka nawiedziła za naszym przyzwoleniem Świat i przybrała charakter pandemii. Jej objawy widać powszechnie, wszędzie, na ogromnych stadionach, gdzie rozgrywane są igrzyska, na scenach wielkich widowisk, na każdej ulicy. w każdym zaułku, na ekranach telewizorów i smartfonów, w bankomatach, które wydają nam nasze pieniądze. Reklama ma wymiar kosmiczny, gdy wysłannik ląduje na Marsie, i wymiar mikro ponieważ zagnieżdża się w zwojach naszych mózgów. Przepływa w postaci neuronów, niszczy strukturę naszej woli, i zaśmieca serca.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 199

    Grzegorz Trochimczuk

    90.

    Lato zaatakowało nasz ogród frontalnie. Wokół werandy oszałamiająca nawałnica zapachów. Zapach pnącej róży o niedużych różowo-białych kwiatach jest subtelny, lecz w masie rozkwieconych gałązek, które obsiadły dach i wybujały krzew bzu upaja, otwierając pierwszy rozdział aromaterapii. Od strony zachodniej w pełnym rozkwicie stoi bielusieńki jaśmin i on swoją natarczywą wonią walczy o palmę pierwszeństwa w docieraniu do naszych zmysłów powonienia. Tej obezwładniającej kąpieli aromatów chwilami, kiedy południowo-wschodni wiatr mocniej powieje od naszego niewielkiego lasku dociera do nozdrzy prawie już zapomniany egzotyczny zapach czarnego bzu. Czarny bez kończy już okres swojego białego kwitnienia, lecz jego moc wciąż oddaje nam terapeutyczna przysługę kojąc dusze. Tak czujemy – moja żona i ja – ów raj na ziemi, który stworzyliśmy sami ale którego moc czerpie teraz z czystego źródła życiodajnej natury. Nasze lato krótko trwa, więc zaczerpnijmy jego siły pełną garścią, zanim schronimy się przed dojmującym i obezwładniającym upałem wewnątrz domu, w którym klimatyzacja obniża temperaturę o co najmniej 9 stopni. Oto dobrodziejstwo cywilizacji tak często znajdującej się w opozycji do przyrody naturalnej. Jak nas pan Bóg stworzył!

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 327

    Najnowsza książka Grzegorza Trochimczuka została wydana przez Wydawnictwo REA-SJ i objęta patronatem Stowarzyszenia Transplantacji Serca im. Profesora Zbigniewa Religi.

    Grzegorz Trochimczuk: 71 dni

    „71 dni” jest książką napisana przez człowieka, który znalazł się na pograniczu życia i śmierci. Opowiada o całym życiu Autora przed i po przeszczepie serca w 2009 roku wykonanym w Instytucie Kardiologii w Aninie. Osnowę książki stanowi zapis dni z życia, od 21 marca – 28 maja 2018 roku, co dokładnie odpowiada okresowi pobytu Autora w szpitalu przed 9 laty. Zarejestrował on chwile życia uratowanego, żywego człowieka podczas kolejnej, dziesiątej wiosny. Dziennik nieustannie nawiązuje do wydarzeń sprzed 9 lat a także wcześniejszych: O przeczuciu, Latanie, Burze i esej Bezczas. Autor pozwala Czytelnikom poznać osoby mu najbliższe, ważne dla niego i wiele innych ludzi, których spotkał i spotyka w swoim życiu.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 329

    "Znikały drogowskazy, tablice, ciemniało niebo, któremu towarzyszyły niewidome latarnie. Nie mogłem dostrzec własnego cienia, żeby sprawdzić kierunek – mgła, opar świata opadał na moją ścieżkę w labiryncie, w którym nie było Ariadny. Matki niezawodnej. Jest taki nadmiar, taka złożoność, taki tłum, taki chór, w których dopada samotność. Jakby nic nie mogło być już dostępne zmysłom, nic, tylko przejmujące, ogołocone ja.
    Później, pamiętam, było owo przeniesienie z jednego w drugi stan. (…) Po tej stronie obecność trzeba potwierdzić tylko samemu sobie. Kopnąć najbliższy kamień, aby dał poznać swoją twardość, albo zrobić ostrożnie kilka kroków, żeby przekonać się o możliwości zmiany położenia, gdy pobliskie drzewo będzie już za mną szeleścić. (…) Teraz i zawsze."

    Grzegorz Trochimczuk: 71 dni

    Książka Grzegorza Trochimczuka opisująca dramatyczne dni przed i po operacji przeszczepu serca może stać się bestselerem i swojego rodzaju wyjątkowym dokumentem. Znamy jego biegłość pisarską i jesteśmy pewni, że będzie ona cechowała się wielkim walorami artystycznymi.

    Marek Wawrzkiewicz
    Prezes Związku Literatów Polskich

    Dzięki uprzejmości Autora otrzymałem „71 dni” przed wydaniem książki. Przyznaję, to pierwszy maszynopis literacki, z którym miałem szansę się zapoznać. Pan Grzegorz Trochimczuk napisał dziennik opowiadający o 2,5 miesiąca życia zwykłego człowieka. No może nie tak całkiem zwykłego życia i nie tak całkiem zwykłego człowieka. Wśród kakofonii wątpliwej wartości scenariuszy, blogów i tekstów o transplantacji narządów przemówił głosem erudyty. Tym czystszym i bardziej przekonywującym, że wychodzącym z osobistego doświadczenia. Czasami wzrusza oczywistym stwierdzeniem: Byłem tym samym a jednak odmienionym człowiekiem. Już nie umierałem… A jednak pozostaje daleki od banału i konwenansu.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 310

    Grzegorz Trochimczuk

    30.

    Nienapisane wiersze kłębią się.

    31.

    Urzędy próbują zabić instynkt twórczy. Urzędy rozdają karty w walce o fundusze na objawienie dzieł szerszemu gremium odbiorców, na przykład czytelników. Komu brakuje sił na przedzieranie się przez biurokratyczne zasieki broniące dostępu do pieniędzy a wygrana zależy od zdolności żonglowania między strategią a metodyką w aurze niejasnych przepisów dopuszczających dowolność ocen i decyzji akceptujących lub nie przygotowane do realizacji projekty. Komisje oceniające je ubierają się tylko w formy pozorów dla zmylenia osób aplikujących o dotacje. Dowolność działania urzędnika jest pierwszym zabójcą wolności w świecie kultury i sztuki na szeroko pojmowanej niwie społecznego uznania.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 550

    Andrzej Woosewicz

    „Pokutę” Grzegorza Trochimczuka myśli mi się i pisze ciężko ponieważ moją lekturę zakłócają filtry, których nie mogę się nijak pozbyć. A filtry te wynikają z obecności na wieczorze autorskim, z obecności na promocji tomiku. Po raz kolejny okazuje się, że niełatwo pogodzić obowiązki krytycznoliterackie z przyjemnościami towarzyskimi (trudno nie chodzić na występy przyjaciół) i chęcią dziewiczą lektury, właśnie bez filtrów. Jeden filtr to analizy prowadzącej spotkanie Aldony Borowicz a drugi to autorski Wstęp do „Pokuty”, którego duże fragmenty przytoczył drugi z dyskutantów dzielący się swoimi Cichocki. Na szczęście trzeci, Andrzej Tchórzewski, najmniej mówił o Trochimczuku koncentrując się na problemie, który to z Diogenesów nas w poezji Grzegorza Trochimczuka odwiedził i z jakiego tłumaczenia Biblii lepiej korzystać. Tak więc zanim usłyszałem poezję Grzegorza czytaną swoim własnym głosem i odebraną swoim własnym uchem już straciłem odbiorcze dziedzictwo. Może to jakaś…. pokuta? I jeszcze uwagi do strony wydawniczej. Zacznę od spisu treści. Dla mnie trochę za dużo znaków, bo po pierwsze wiersze mają swoją numerację (rzymską) uzupełnioną o… tytuły. Taki chyba jest sens wyboldowania pierwszych wersów. Trochę się w tym gubię, bo jeśli są tytuły to nie potrzebuję tej numeracji. Czyżby autor (a może wydawca) bał się , że my, czytelnicy, nie połapiemy się, że te wyboldowane pierwsze wersy są jednocześnie tytułami? Przecież jeśli wiersz nie ma tytułu, to się go w spisie treści zupełnie inaczej oznacza. Czy nie mamy tu czasem do czynienia z wydawniczym przekombinowaniem? Nie wiem. Tyle pretensji. Przejdźmy wreszcie do lepszej strony „Pokuty”.

    To, co mi się podoba to obrazy. Nawet gdy zdarzają się wśród nich trudno-wyobrażalne, to nie ma w nich karkołomności, niedorzeczności, zawsze składają się w jakąś logiczną całość, którą da się czytelniczo odebrać.

    • Kategoria: Aktualności
    • Odsłony: 32

    plakat promocyjny pokuta

Strona 1 z 4