Esej

Olgi Tokarczuk Booker

bieguni

Księgi Jakubowe – sążnista książka uhonorowana nagrodą Nike – od pierwszego usłyszenia nie mogła być przeze mnie pożądana, tak jak obiekt atrakcyjny „od pierwszego wejrzenia” ‒ do natychmiastowego czytania. Przez fakt, ze jeszcze trwałem w momencie odreagowania po długim i zajmującym obcowaniu z Thomasem Mannem i jego wielotomowym dziełem Józef i jego bracia. Jak wiecie – najpierw czyta się Historie Jakubowe. Pomyślałem, czym Tokarczuk przebije Manna, żebym miał znowu wybrać się w kolejną podróż przez wielostronicowe terytorium Jakubowe. Całkowicie nie byłem zainteresowany porównaniem perypetii Jakubowych, które łączyło tak naprawdę tylko jedno – historyczność postaci z relacji literackich. I zapomniałem o Tokarczuk, aż do tegorocznego Bookera.


Zasłużyłem na przebaczenie. Jeszcze nie opadł kurz wrzawy, jaka się podniosła po ogłoszeniu decyzji londyńskiego jury o przyznaniu Oldze Tokarczuk i tłumaczce Jennifer Croft, nagrody The Man Booker Prize for Fiction za książkę Bieguni, a już ją przeczytałem. Jeślibym miał napisać słowo prawdy o literackim kunszcie pisarskim Olgi Tokarczuk – napisałbym. Jej literackości nic zarzucić nie można. Perfekcyjna warsztatowo. Czyta się! To jest najwyższa gratyfikacja dla Autora.


Jednak oczywistość dobrego nie jest już tak oczywista w każdym calu tej kilkusetstronicowej opowieści o…?

MIĘDZYEPOKA

Podczas 45. Warszawskiej Jesieni Poezji odbyła się sesja nt. "Koniec Międzyepoki - nowe środki Wyrazu". W zasadzie Koniec Międzyepoki powinien być sfinalizowany pytajnikiem. Luidziom literatury sprawa ta nie może być obojętna, ponieważ tworzą w określonych realiach społecznych, kulturowych, ekonomicznych, politycznych. Oto kilka myśli z mojej wypowiedzi podczas wspominianej sesji.
Terminem „międzyepoka” oznaczamy szczególny okres w dziejach, gdy ustalone, utrwalane, uporządkowane systemy wartości uległy zakłóceniu, załamaniu, rozbiciu, straciły swoją wartość jak ostoja, punkt odniesienia.

Heteronimy u Pessoi

Heteronim to rodzaj swoistego (bowiem nie jest to pseudonim w sensie dosłownym) pseudonimu i przydomku literackiego. To wielość fikcyjnych postaci stworzonych przez jednego autora. Od klasycznego pseudonimu różni go to, iż obdarzony jest – przez swojego kreatora – osobnym życiorysem, fizjonomią jak też autonomiczną tożsamością i światopoglądem. Owa mnogość różnych biografii i poglądów jest najczęściej niezgodna z doświadczeniem i biografią jego realnego twórcy. Przez to też każdy z heteronimów w swym dziele tworzy różną treść i osobną postać. Niemniej i pewne cechy emocjonalne swego twórcy-stylisty posiadać może – to nieuniknione. „Hetero” – za Słownikiem Współczesnego Języka Polskiego to – „pierwszy składnik wyrazów złożonych, wskazujący na niejednorodność, różnorodność, odmienność elementów określonych w drugim członie wyrazu (...)”.[Dunaj 1996: 304] Podobnie zwrot definiuje Słownik Języka Polskiego „hetero” [Szymczak 1998: 737] Niemal identyczne znaczenie podaje też Słownik Wyrazów Obcych [por. Sobol 1995: 428]. „Hetero” (z gr.) = „inny”. Za twórcę heteronimu, jak i tego, który wprowadza jego nazwę, uznaje się Fernando Pessoę. Duchowe przeżycia poety i prozaika przybrały znamiona tekstu autopsyjnego. Bądź jeszcze inaczej: tworzenie stało się egzystencją – tekst, jako notoryczne zapisywanie siebie. Nic nie miało większego sensu, co nie było związane z zaczernianiem stron. Posunął on swe wyobraźnie nieporównywalnie bardziej niż inni w wieku dwudziestym. Żyjąc nade wszystko imaginacją i wiedząc jak niemożliwe jest przekazać siebie.

Kto nas porywa?

Wdowa pisząca o zeszłorocznych kapciach? Fakultatywny facet wypróżniający reportaże? Poeci zimują. Ale te zimy są lekkie, ledwie ciepłe. Duch jak i ciało murszeje. Literackie freski o biblijnej konduicie naszych protoplastów po chwili uniesienia opadają na półki. Na zawsze. Mogę tylko tęsknić, że objawi się wreszcie. Ten, na którego spocznie wzrok wielu. Zajaśnieje może porażony politycznym badziewiem. Napełni się paliwem, zdolnym wynieść rakietę w przestrzeń międzygwiezdną. Gdy go szlag trafi, klawiatura wyzwoli wirtuoza. Tęsknię do tej chwili, kiedy nam Francuzi zaczną zazdrościć. Hiszpanie i rosyjscy pisarze.

Już dostrzegam moment patriotycznego zrywu pop-piosenkarek i pop-pisarczyków, żeby postawić Jemu współczesny Odeon.

Jesień w Domu na Krakowskim

Okna auli wyprowadzają wzrok na Plac Zamkowy. Krzyżują się drogi nieznanych ludzi, którzy w tym miejscu na swój intymny sposób świętują. Także tego roku gdy wiatr hula, a termometr tylko co nieco zatrzymał się nad kreską zero. Po placu w przeważającej większości poruszają się ludzie wolni. Potencjalne obiekty powieści albo poematu albo kilku wiązanych wersów. W auli w przeważającej mniejszości koczują poeci, ich krytycy i tłumacze. 40, 50, 70, może setka jesiennych, po części jeszcze sierpniowych, najmniej majowych. I oni na swój intymny sposób świętują. Każdy z ukrytym wierszem w głowie jak boleść co się namnaża pod potylicą, między skrońmi. Są jacy szczęśliwi z wierszem w sercu?

Daleko od słów

Myśli – ile z nich zabiła biała kartka. Prawdziwa. Najszybciej zabijała płochliwe. Na pozór. Bezbarwne popełniały samobójstwo. Inne, nazywała Nomadami – wędrowały po pofałdowanych półkulach. Te lubiła najbardziej. Jedyne, które ewaluowały i jednocześnie potrafiły powrócić do pierwotnego kształtu.

Młodzi Pigmalionowi podobni

Wyobraź sobie książkę, w której jest wszystko. Każda myśl, szept, wiedza. Bogactwo dialogów, których treść staje się również źródłem inspiracji. Czy byłaby ikoną XXI wieku? A może zwyczajną, szarą jak tysiące? Czym musiałaby się wyróżnić, byś mógł ją dostrzec i po nią sięgnąć?

Dookoła szeptu

Wymknięte szeleści, zerka znad i pod. Czasem jest kroplą indygo, szczyptą atramentu, tak potrzebną do pierwszych zadziwień i pierwszych kroków tak samo nieporadnych jak ostatnie. Nieodgadnionemu, którego wygląda, nietkniętemu, jeszcze do końca niepoznanemu niebo nie zostawia cienia,

tylko rozproszone myśli, w piasku rzucanym przez codzienność.
Nie, nie szuka jednej biblioteki, tak jak próbowała uczynić to E. Farkasova.

Fragmenty

ETELA FARKAŠOVÁ - Fragmenty z nieczęstą tęsknotą za spójnością, Wydawnictwo Abilion, 2014.

potrzeba filozofii we współczesnym świecie, jej kompetencje, możliwości, temat dyskusji przy okrągłym stole, dyskusja odbyła się na gruncie uniwersytetu Masaryka, uczestniczyła w niej niewielka grupka filozofów z Pragi, Brna i Bratysławy, nie mogłam sobie nie wspomnieć, jak wychodziliśmy z budynku uniwersytetu (dyskutowaliśmy prawie trzy godziny o możliwościach naszej dyscypliny, zaingerowania w rozwój cywilizacji, o ewolucyjnej ontologii, o najróżniejszych sposobach wyjaśniania świata, o znaczeniu miłości dla mądrości i o tym, co znaczy dla dzisiejszego człowieka),

Pokutniki

Patrzyła na ręce. Co będzie, gdy te całkowicie odpadną? Kiedy już w ogóle uodpornią się na dotyk? Widziała je pełzające po ziemi, szukające się nawzajem, wbijające się w siebie do krwi. Inne złaknione doznań, zlęknione bały się zapłacić za dotyk, chowały nadgarstki. Obgryzany lęk narósł dzikim mięsem.

Już jest

Almanach Shyhta 2015 dla zainteresowanych.
Czytaj więcej...

Odwiedziny

Ogólnie 21381

© 2014 – 2018, Shyhta - czasopismo literackie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Shyhta.