Olgi Tokarczuk Booker

bieguni

Księgi Jakubowe – sążnista książka uhonorowana nagrodą Nike – od pierwszego usłyszenia nie mogła być przeze mnie pożądana, tak jak obiekt atrakcyjny „od pierwszego wejrzenia” ‒ do natychmiastowego czytania. Przez fakt, ze jeszcze trwałem w momencie odreagowania po długim i zajmującym obcowaniu z Thomasem Mannem i jego wielotomowym dziełem Józef i jego bracia. Jak wiecie – najpierw czyta się Historie Jakubowe. Pomyślałem, czym Tokarczuk przebije Manna, żebym miał znowu wybrać się w kolejną podróż przez wielostronicowe terytorium Jakubowe. Całkowicie nie byłem zainteresowany porównaniem perypetii Jakubowych, które łączyło tak naprawdę tylko jedno – historyczność postaci z relacji literackich. I zapomniałem o Tokarczuk, aż do tegorocznego Bookera.


Zasłużyłem na przebaczenie. Jeszcze nie opadł kurz wrzawy, jaka się podniosła po ogłoszeniu decyzji londyńskiego jury o przyznaniu Oldze Tokarczuk i tłumaczce Jennifer Croft, nagrody The Man Booker Prize for Fiction za książkę Bieguni, a już ją przeczytałem. Jeślibym miał napisać słowo prawdy o literackim kunszcie pisarskim Olgi Tokarczuk – napisałbym. Jej literackości nic zarzucić nie można. Perfekcyjna warsztatowo. Czyta się! To jest najwyższa gratyfikacja dla Autora.


Jednak oczywistość dobrego nie jest już tak oczywista w każdym calu tej kilkusetstronicowej opowieści o…?

Na wstępie Czytelnik, który chciałby bez tchu przeczytać nagrodzone dzieło współczesnej literatury napotyka pierwsze Wysokie schody – rwące się wątki. Książka, która nie stroni od odniesień historycznych, tym razem w mało apetycznych acz obszernych relacjach o zawiłych aspektach preparowania tkanek ludzkich i bohaterach tej sztuki, osadzona jest w realiach świata współczesnego. Od początku mojego kontaktu z książką moje nastawienie było nacechowane krytycyzmem. Co można u pisarki znaleźć, żeby się przyczepić? Autorka od samego początku książki, w rozdziale Jestem przekonuje czytelnika o znaczeniu ruchu. Ruch i tylko ruch konstytuuje sens życia. Autorka doświadczyła tego od chwili kiedy jako dziecko podróżowała z rodzicami podczas przeprowadzek i podczas wakacji. „Moi rodzice nie byli do końca plemieniem osiadłym”. Dlaczego „do końca”? Autorka od samego początku gloryfikuje ruch, jako remedium na zło, co charakteryzuje rację bytu biegunów. Czy może nas jednak poruszyć wielość doświadczeń Autorki z wykonywującej tu i tam rozmaite prace dorywcze. Chwała globtroterom przemierzającym kontynenty za chlebem. Tu jednak nie o chleb szło lecz o niespokojny duch Olgi Tokarczuk prący ją do przemieszczania. Na końcu lektury książki miałem wrażenie, że jednak większość czasu Autorka spędziła na lotniskach. Znajdziemy wiele opisów perypetii lotniskowych, w tym oczarowanie ruchomymi chodnikami przyspieszającymi zdolność poruszania się podróżnych do terminalu do terminalu. Ekscytujące zajęcie. Próbowałem nawet w mojej pamięci odszukać tego rodzaju dziecinne fascynacje – owszem, ruchomy chodnik jest rzeczą wygodną, ale nie podniecającą. W Biegunach lotniska urosły do zjawiskowych miejsc naszej egzystencji. Ileż z nich musiała poznać ruchliwa pisarka, która nawet w najmniej dogodnych warunkach potrafiła zrobić zapiski do ulokowania w jej Fiction.


Olga Tokarczuk sprawna językowo, o czym już pisałem – z opanowanym warsztatem literackim, chwilami ulegała pokusie epatowania czytelnika. Czym? Terminami, które weszły do jej słownika drążąc pamięć zapewne od czasu studiów. Syndrom Detoksykacji Perserweratywnej (komputer to słowo podkreśla czerwoną kreską, bo nie występuje w słowniku), a po chwili Syndrom Podłego Świata. Ale nic to, można je przybliżyć, dać wyjaśnienie; wiele takich cukiereczków do połknięcia funduje nam tekst. Nie będę szperał.


Czytam nagrodzony utwór rasowej pisarki i natrafiam raptem na grunt wątpliwy – wstrząsa mną taka niefrasobliwość Na stronie 72 opuszczone mieszkanie „nie rozumie”, „mieszkanie myśli”. Ta personifikacja rzeczy nieożywionych trąci fałszem, zwłaszcza że Autorka zgłębia jego wnętrze, jakby sama stała się owym „myślącym” mieszkaniem. Traktuję to jako drobniusieńkie potknięcie pisarki niedostrzeżone przez kolegium Bookera. W książce najbardziej mnie martwi bałagan konstrukcyjny, który na dobre zagłuszył zadeklarowaną na wstępie ideę ruchu. Żebym pojął, zrozumiał, ja nadal współczesny Autorce czytelnik, jak oglądać świat, jaki jestem, i jak wypleniać „zło”. Nie wiem gdzie i kiedy bywała pisarka, i co z tego wynikło. W Chorwacji, Holandii czy Rosji? Ruchliwy punkt na mapie, Kunicki szuka w zaroślach wysepki żony – zniknęła z dzieckiem. A później, ma zaciśnięte usta i nie daje Kunickiemu satysfakcji – nie wyjaśnia zagadkowej absencji.


Olga Tokarczuk była także w Austrii? Józefina Soliman w listach do cesarza Franciszka walczyła o honor ojca – o pochówek jego wypreparowanego i wypchanego ciała wiernego sługi cesarza-ojca, który zamiast w grobie zdobił Gabinet Dziwów Jego Mości. A psychologia podróżna, Lectio brevis na lotniczym dworcu o wzrastającym ego pielgrzymujących. Na przykład powracających. „Poczerwieniałe północne twarze” – to o naszych ziomkach? Jak kto nie lubi podróżować sam, bo chce dzielić się doznawanymi wrażeniami, nie nadaje się na pielgrzyma. No i masz babo placek, w tej sytuacji i mnie się dostało. Za co? Że nie mam tej „żyłki podróżnej” jaka przysługuje Autorce. Czy też dlatego nie odzywa się słysząc tuż obok mowę ziomków?


Ech, co tam. Kaleki Filip Verhein bez nogi obciętej tuż pod lewym kolanem, ten dopiero dokonał. Pracował nad „własnym atlasem ludzkiego ciała, metodycznie i wytrwale”. Sekcja kończyny utrwalonej w brandy była modelem szczegółowego szkicu. Ból nogi, który odczuwał, rodził pytanie: dlaczego boli, to c nie istnieje? I tak podróżował do własnego ciała. Metodycznie. I pyta na końcu: „Czego szukałem?”


Pasażerowie podróżujący na luksusowym statku „Posejdon” mogli korzystać z niebywałej okazji słuchania wykładów leciwego profesora hellenistyki. Karen, jego o dwadzieścia lat młodsza, żona troskliwie opiekująca się niesprawnym ciałem męża, była zafascynowana siłą jego intelektu. Podróż z Pireusu przez Cyklady na Rodos, oferowała nie tylko kontakt z przepiękną przyrodą ale także zabytkami i historią. A Profesor wiedział o Grecji wszystko co „zapisano, odkopano, powiedziano”. Chciałbyś Czytelniku popłynąć takim statkiem, na którym wartością dodaną były wykłady Profesora. Olga Tokarczuk myślami Karen, opisała niebywałe zalety umysłu – „racjonalny i dyskursywny, samotny i sterylny”. Nie będę się czepiał, nie zacznę udowadniać, że Autorce Biegunów brak jakiejś klepki, bo książka jest nie oczywiście skomplikowana. I że nie udowadnia jak waży dla jestem jest ruch.


Polecam książkę Olgi Tokarczuk, tak samo jak Davida Mitchella, Atlas chmur, który w 2007 roku znalazł się w grupie finalistów Bookera.

Już jest

Almanach Shyhta 2015 dla zainteresowanych.
Czytaj więcej...

Odwiedziny

Ogólnie 20840

© 2014 – 2018, Shyhta - czasopismo literackie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Shyhta.