Heteronimy u Pessoi

Heteronim to rodzaj swoistego (bowiem nie jest to pseudonim w sensie dosłownym) pseudonimu i przydomku literackiego. To wielość fikcyjnych postaci stworzonych przez jednego autora. Od klasycznego pseudonimu różni go to, iż obdarzony jest – przez swojego kreatora – osobnym życiorysem, fizjonomią jak też autonomiczną tożsamością i światopoglądem. Owa mnogość różnych biografii i poglądów jest najczęściej niezgodna z doświadczeniem i biografią jego realnego twórcy. Przez to też każdy z heteronimów w swym dziele tworzy różną treść i osobną postać. Niemniej i pewne cechy emocjonalne swego twórcy-stylisty posiadać może – to nieuniknione. „Hetero” – za Słownikiem Współczesnego Języka Polskiego to – „pierwszy składnik wyrazów złożonych, wskazujący na niejednorodność, różnorodność, odmienność elementów określonych w drugim członie wyrazu (...)”.[Dunaj 1996: 304] Podobnie zwrot definiuje Słownik Języka Polskiego „hetero” [Szymczak 1998: 737] Niemal identyczne znaczenie podaje też Słownik Wyrazów Obcych [por. Sobol 1995: 428]. „Hetero” (z gr.) = „inny”. Za twórcę heteronimu, jak i tego, który wprowadza jego nazwę, uznaje się Fernando Pessoę. Duchowe przeżycia poety i prozaika przybrały znamiona tekstu autopsyjnego. Bądź jeszcze inaczej: tworzenie stało się egzystencją – tekst, jako notoryczne zapisywanie siebie. Nic nie miało większego sensu, co nie było związane z zaczernianiem stron. Posunął on swe wyobraźnie nieporównywalnie bardziej niż inni w wieku dwudziestym. Żyjąc nade wszystko imaginacją i wiedząc jak niemożliwe jest przekazać siebie.

„To co piszę dzisiaj, jest o wiele lepsze [od tego co tworzył w młodości – K.L]. Jest nawet lepsze od tego, co czasem piszą najlepsi. Jest jednak nieskończenie gorsze od tego, co czuję – nie wiem dlaczego – że mógłbym, a może powinienem, napisać” [Pessoa 2007: 189]. Stąd i pojawienie się heteronimów. Dzięki nim chce opisać więcej, inaczej i głębiej. Heteronim to wyjście z ukrycia. To dezintegracja umysłowości – to osobliwy coming-out. W roku 1914 w jego głowie rodzą się trzy (wszystkich było około siedemdziesięciu) najważniejsze heteronimy: Ricardo Reis, Alvaro de Campos i Alberto Caeiro. „Ricardo Reis, wychowanek jezuitów, lekarz, monarchista, latynista i hellenista, był wyznawcą idei pogaństwa. (...) de Campos był inżynierem, (...) właśnie on, zgodnie ze słowami swego twórcy, był jego i stał się przedstawicielem prądu, który poeta nazwał sensacionismo (odczuwać wszystko na wszystkie sposoby). Zupełnie odmienny miał być Alberto Caeiro: mieszkał na wsi u babki, nic nie robił, żyjąc ze spadku po rodzicach. Jedynym jego zajęciem było obserwowanie przyrody i pisanie wierszy”. [Klawe 1995: 240] Wiadomym jest, że każdy z heteronimów jest odbiciem Pessoi. Każdy ma jakąś indywidualną część jego. Pisarz pytany o celowość tworzenia heteronimów, będących bądź co bądź, fikcyjnymi nadawcami mówi: „Źródeł heteronimów należy szukać w mojej histerycznej naturze. Nie wiem, czy jestem tylko histerykiem, czy histerykiem i neurastenikiem jednocześnie. Skłaniam się ku drugiej tezie, ponieważ zdarza mi się popadać w apatię, co nie należy do symptomów typowych dla histerii. Tak czy inaczej, powodem powstania moich heteronimów jest wręcz organiczna potrzeba depersonifikacji i udawania. Zjawiska te – na szczęście dla mnie i moich bliskich – realizują się w sferze psychicznej, nie przejawiając się w życiu codziennym bądź zewnętrznym ani w moich kontaktach z otoczeniem.” [Pessoa 2013: 118] Bogactwo natury Pessoi nie mieści się w skali jednej osoby i dlatego aktywizuje on osoby (lub należycie osobowości) pomocnicze. „W różnych okolicznościach zdarzało mi się wypowiedzieć zupełnie obcą myśl, która nie pasowała do tego, kim jestem lub kim zdaje mi się, że jestem.” [Pessoa 2013: 119] Na potrzeby Księgi niepokoju zainicjowany został (z całym powikłaniem swej umysłowości) Bernardo Soares. Jest to też rodzaj szczególnej imitacji – znacznie przemyślnej. Stylizacji nie aż tak oczywistej a jednak będącej ostatecznie sfingowaniem. Symulacją subtelną i niemal niezauważalną. Tym bowiem jest Soares będący w swej idei i myślach de facto Fernandem Pessoą. „Soares wszelako nie był klasycznym heteronimem, lecz – jak określał to sam Pessoa – semiheteronimem, który, choć z nim nietożsamy, to jednak pisze w tym samym stylu co Pessoa, muzycznym i malarskim, niezintelektualizowanym, ulegając łatwo emocjom.” [Markowski 2009: 268] Bernardo Soares narrator i poniekąd stworzony (symulowany) autor-nadawca określany bywa, jako jedyny w dorobku pisarza „półheteronim” (semiheteronim). Sposób jego myślenia mocno powinowaty jest z autorem, tj. z Pessoą. To heteronim, który z wielu stworzonych heteronimów jest jak mało który tak silnie skoligacony z jego twórcą. Nie jest on bohaterem biografii (bowiem taki może być wymyślny) lecz jest bohaterem autobiograficznym. Jaźń jego istnieje naprawdę. „W tych niespójnych impresjach, których wcale nie chcę czynić wspólnymi, przedstawiam obojętnie moją autobiografię bez faktów.” [Pessoa 2007: 15] Pessoa jako pisarz pochodzi z heteronimii i w niej też jest unurzany. Heteronimia to podwajanie i pomnażanie „ja”. To demaskowanie zmienności stanów wewnętrznych – ciągła próba odkrywania i uchwycenia siebie. „Tworzenie literackich alter-ego było niemal modą wśród pisarzy początku dwudziestego wieku. Pound miał swojego Mauberleya, Rilke swego Maltsa Lauridego Brigge, a Valery swego Monsieur Teste’a. Nikt jednak nie poprowadził gry tak daleko, jak Pessoa, który zrezygnował z własnego życia, by przenieść quasi-realność na trójcę związanych z nim poetów, z których każdy miał własną biografię, psychologię, poglądy polityczne i estetyczne, religię i budowę ciała”. [Zenith 2002: 144] Wydawałoby się, iż w obrębie tworzenia literatury wystarczy jedynie otworzyć wyobraźnie. Jednak owo „jedynie” nie jest zabiegiem prostym do wykonania. Ekshibicjonizm pisarstwa to obnażanie się niełatwe i wstydliwe. Wręcz intymne. Bo cóż bardziej intymnego niż pokazywanie duszy czytelnikowi-voyerowi. Owo pokazywanie pełni funkcje terapeutyczne. Terapia jest terapią pisarza, ale może być i „kurowaniem” odbiorcy. Najczęściej działa w dwie strony. „Coś” intymnego uwodzi czytelnika. Heteronim staje się furtką, pisarz ukrywa się za nim. Tworzy rodzaj mitu. Istny labirynt mityzacji. [por. Lourenco 2002: 65] Instancją narracyjną jest jaźń. Pessoa stwarza Soaresa by mieć „parawan” by choćby i pozornie tworzyć kreacje (kreacja powstaje samoistnie) a w rzeczywistości się obnażyć. Dalej pójść się nie da. Soares jest heteronimem, ale jest również ewidentnym Fernandem Pessoą. [por. Ludwicki 2011: 189-219] Jest również u Pessoi, powstały po roku 1929, jedyny kobiecy heteronim – Maria Jose. Wymyślona przez pisarza autorka Listu garbuski do ślusarza . Tekstu niepublikowanego za życia twórcy. [por. Jose 2013: 181-185]
Różnorodność będąca zmiennością (wynikająca z niestałości nastrojów) Księgi niepokoju jest faktem. Jednak trzeba powiedzieć o – i tak istniejącej w niej – prawdzie. U Pisarza sytuuje się ona między ponderabiliami a ideą. Czyli między rzeczą a (nie nazwanym konkretnie) Absolutem. I pomimo, iż rzeczywistość jest epizodyczna i niewiele widoczna – Pessoa mówi też o niej. Alvaro de Campos (jeden z heteronimów pessoańskich), cytował zdanie Ricarda Reis (kolejny heteronim). Pogląd, który zdecydowanie odrzuca oszustwo.
„Nienawidzę kłamstwa, ponieważ jest nieścisłością". Te słowa można byłoby zastosować także i do Pessoi, pod warunkiem, że nie myli się kłamstwa z wyobraźnią lub dokładności ze sztywnością. Poezja Reisa jest precyzyjna i prosta jak rysunek geometryczny, poezja Pessoa – dokładna i złożona jak muzyka.” [Paz 1975: 25] Eksploracja i sondowanie siebie to między innymi odnajdywanie błędów w swym myśleniu. Meritum to „ja”. Wielość „mnie” wyznacza kolejne „ja” – wyznacza powstanie heteronimów. „Wraz z Pessoą wkracza na scenę jeden z największych problemów literatury naszych czasów, zaimek <>, i zaczyna o sobie mówić, zaczyna nad sobą medytować. Według starannego rozpoznania, godnego psychoanalityka, heteronimia nie jest niczym innym jak widocznym przełożeniem na literaturę wszystkich tych osób, którymi inteligentny i świadom siebie człowiek mniema być.” [Tabucchi 2002: 109] Pojęcie „ja” jest niezbędnym kryterium do odczuwania, bowiem nonsensowna jest idea, że „coś” (co niby miałoby to być poza Bogiem?) bez „ja” może odczuwać, czyli być też świadomym. Pessoa jako jeden z współtwórców literatury modernistycznej wprowadził „ja” w ów liryczno-metafizyczny ton. „Ja” Pessoi to „ja” wyraziście wychodzące w stronę „Ty”. Mówi niby do siebie, lecz przecież wiadomo, że nie tylko do siebie. Przejawia się to już na etapie konstrukcji nadawcy Księgi niepokoju. Rodzi się jakaś de(kon)strukcja podmiotu, która jest właśnie konstrukcją, ale i szczególną dekonstrukcją i wreszcie destrukcją. Autor osiąga to głównie poprzez swoje heteronimy. A nawet w obrębie jednego heteronimu – Soaresa. Ukryty za nimi „stylista” tworzy „innego jego”. Postać ta w ostateczności nie musi być pozbawiona kompletnie cech swojego twórcy. Wyposaża on ją – fragmentarycznie – we własne cechy osobowości, które autor miewa bądź mieć może. Heteronim jest zatem ostatecznie jakimś odbiciem i podobizną nadawcy. Łączą Pessoę ze swoimi heteronimami złożone relacje Są one skomplikowane do tego stopnia, iż pisząc list do Ophelii (swej nieurzeczywistnionej miłości), prosi ją, aby ta modliła się za A.A Crosse (jeden z heteronimów). Dziewczyna uwierzyła w istnienie postaci, o której wzmiankuje pisarz. [por. Tabucchi 2002: 115]
Mnożenie heteronimów u Pessoi nie służy wyłącznie mnożeniu siebie i swoich bytów lecz prędzej by nie mieć w ogóle twarzy.
Na gruncie polskim jednym z przykładów użycia heteronimów może być zbiór Ściana i inne miniatury (Warszawa 2011) Konrada Ludwickiego. To co jest charakterystyczne dla tych krótkich formy to wykorzystanie przez autora wielu różniących się od siebie „ja” nadawcy.

Bibliografia:
Bogusław Dunaj (red.), Słownik Współczesnego Języka Polskiego, Warszawa 1996, s. 304.
Maria Jose, List garbuski do ślusarza, przeł. Monika Świda, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 3-4, Warszawa 2013.
Janina Z. Klawe, Posłowie, (w:) Fernando Pessoa, Księga niepokoju, przeł. J.Z. Klawe, Warszawa 1995.
Eduardo Lourenco, „Księga niepokoju” – tekst samobójca?, przeł. Anna Kalewska, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 10-11-12, Warszawa 2002.
Konrad Ludwicki, Pisanie jako egzystencja(lizm). Refleksja autotematyczna na marginesie „Księgi niepokoju” Fernanda Pessoi, Warszawa 2011.
Konrad Ludwicki, Ściana i inne miniatury, Warszawa 2011.
Michał Paweł Markowski, Życie na miarę literatury, Kraków 2009.
Octavio Paz, Nieznany samemu sobie, przeł. Włodzimierz Korcz, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 2, Warszawa 1975.
Fernando Pessoa, Księga niepokoju, przeł. Michał Lipszyc, Warszawa 2007
Fernando Pessoa, Lista do Adolfa Casaisa Monteiro, przeł. Zofia Stanisławska, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 3-4, Warszawa 2013.
Elżbieta Sobol (red.), Słownik wyrazów obcych, Warszawa 1995
Mieczysław Szymczak (red.), Słownik Języka Polskiego, Warszawa 1988, t. 1, s. 737.
Antonio Tabucchi, Kufer pełen ludzi, przeł. Anna Wasilewska, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 10-11-12, Warszawa 2002.
Richard Zenith, Dramat i sen Fernanda Pessoi, przeł. Kacper Bartczak, (w:) „Literatura na Świecie”, nr 10-11-12, Warszawa 2002.

Już jest

Almanach Shyhta 2015 dla zainteresowanych.
Czytaj więcej...

Odwiedziny

Ogólnie 21629

© 2014 – 2018, Shyhta - czasopismo literackie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Shyhta.