Poezja

Nie, żebym pisał słowo

AbdulRedha Baqer: Kuwejt

Słowo wybieram.
Wyodrębniam.
W y d a j ę.

Martwe liście, wiele martwych liści
zsuwa pochyłość. Usłane doliny
milczą. Nie ma w nich niczyjej winy.

Resztkami żywi się szakal złocisty.
mułojad pozostawia czysty strumień,

Późni kochankowie

Arthur Rackman: Bifrost

Milczą na każdy temat,
kneble mają smak winogron,
zaschniętych liści,
popiołu.

Między piersiami niosą mgłę,
podobną do zmierzchu,
z resztką blasku i ciszą
spadającej gwiazdy.

W realu

Fot. Marek Podmoky - Agencja Gazeta

Poeta mieszka w zrujnowanym domu
Mówią wieki
Wiatr mu ceruje skarpety
Na pokarm wybiera liście
Sypia w oknie weneckim
na wzór protoplasty

Poeta wyciąga rękę z kapeluszem
Pielgrzymi sen
Mokre są jego pieśni
od pieszczot niewieścich
Podniosłe od ostrej wódki
wędrują z Aojdą

Wyjątek – poszukiwanie znaczenia

Vincent van Gogh: Landscape with House and Ploughman

Moją dolinę omijają burze,
nie stacjonuje batalion w moro,
nie spadają bomby, za pniem
nie napotkałem skrytobójcy
a wysłannik ISIS nie czyha na plaży.

Jest dobrze, powtarzam rano
po bezchmurnej nocy,
na poduszce mruczy kot-sennik
całkowicie pozbawiony pazurów,
pocałunki smakują truskawkowo.

Rozprawa o ludzkich sprawach

Podjąć jeszcze raz,
odgarnąć ziarno z plewami, bo zrozumieć nie ma sposobu,
dlaczego wszystko, co powiedziano,
nazwano mądrością.

Może już nazbyt długo słucham słów,
nazbyt czytałem, co napisano przede mną

Zanim nadejdzie nowe

Stanisław Wyspiański: Chochoły

Dziś, zauważyłem to późnym rankiem,
zaspała teraźniejszość. Z powodu zaśnieżenia?
Być może, bo trudniej dostrzec
jakiś kontur na rozbiegu, gawrona
siwego jak szron na nieruchomej gałęzi za oknem.

Podobno ogłoszono rozejm między mocarstwami,
dlatego nie spodziewam się nagłej śmierci.

Kulig w dolinie

Kulig w dolinie

Płozy wsunął w śnieg,
zapomniał o źródle,
w Pełni mroczne konie
ciągną z janczarami
wzdłuż legionu drzew
w niewiadomą rzecz,
w las schodzący z gór,
w nieświadomą porę,
w noc nieznanych nazw,
zawisły szron wokół,
w mróz, co szuka płuc,
w gwiazdy jasne oko –

Sentymenty

Marc Chagall, Les mariés de la Tour Eiffel

Tuż przed dwunastą
ciszej. Mięknie zarys szczęki,
wykrój ust, zamiast słów – szept,
ponad stołem granatowy wzrok
usidla płomyk świecy niedorzeczny.

Była wiosna, pamiętam niedojrzałą zieleń,
lato pszenne i brzoskwiniowe,
jesień położyła swoją rękę na twoim czole,
i deszcz przemówił za oknem.

Padało, pamiętam

Męczennicy

Manu Brabo

Których zaznaczono
Którzy nie prosili

Którym odjęto
Którym zgolono
Którym upuszczono
Którym odebrano
Którym wyrwano
Którym spętano
Którym wbito
Którym wybito
Którym przebito
Którym obcięto
Którym wypalono
Którym wyłupiono
Którym złamano
Którym wyżarto
Którym zatarto
Którym zdarto

Około wigilijna radość

Jan van Kessel

Nie jestem karpiem,
nie pływam w ostatecznej sadzawce,
jak tamci z miliarda przodków,
którzy zdążyli ikrzyć.

Ale odczuwam łuski,
drży na mnie płetwa
i oczy mam otwarte jak wrota
przed zgonem.

Już jest

Almanach Shyhta 2015 dla zainteresowanych.
Czytaj więcej...

Odwiedziny

Ogólnie 20441

© 2014 – 2018, Shyhta - czasopismo literackie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Shyhta.