Szklanki dno

(fragment monodramu)

Wiatr uniósł kartki

- Wiesz, zapracowałam na drugie imię, możesz tak od dziś do mnie mówić! I jeszcze jedno - dobrze mi bez twoich zbrandzolonych palców.

Suczka wpadła do pokoju. Zadowolona merdała ogonem. Łasiła się do bosych stóp. Nie głaskała jej, patrzyła w psie oczy. Nogą kopnęła stos kartek. Schyliła się po jedną. Na niej widoczne były plamy. Wielokrotnie zmięta i wyprostowywana krzyczała bohomazami na marginesie. Trzymała ją przed sobą. Psina skuliła ogon

- Jaki był? Chcesz wiedzieć? Jeden z wpisów na gg:

„Piękny uśmiech. Niesamowite - déjà vu. Te oczy błękitne jak u dziewczynki, zawsze chciałem mieć córkę. A pani ma dzieci? Prawda, że rozkoszne? Ona już nie może ich mieć."
- Mało? Kolejny, ale już inny dzień, inna osoba:
„Żona? Żona mnie nie rozumie. Od dawna myślałem, by odejść, by zamknąć za sobą coś, co nie budzi żaru. Monotonia doskwiera, powoli wyzwala złość."
- Nie szperałam w jego kompie, zwyczajnie wziął mój, jego się popsuł. Robaczek zapomniał wyłączyć, czekałam na rozwój zdarzeń, udawałam, że nic nie wiem. O! To kolejny tym razem do kumpla:
„Wracałem, ona nigdy nie odmówiła przyjęcia. Słodka? Może za słodka, czasem aż mdliło. Nigdy się nie obrażała, zawsze szukała winy w sobie. Rewelacja! Im bardziej byłem wredny, tym ona lepsza. Lepiłem z plasteliny figurkę na obraz i podobieństwo wyobrażeń. Tylko ten jeden raz zaskoczyła, jedyny raz. Nazwała mnie zerem!"
- Ten zwalił z nóg. Odciął dopływ powietrza. Posłuchaj:
„Dziękuję, dbam o swój wygląd i kondycję. Lubię swoje ciało, lubię je eksponować. Czasami posądzałem siebie o ekshibicjonizm, narcyzm. Czyż nie każdy człowiek jest po trosze narcyzem i ekshibicjonistą? A poza tym trzeba kochać siebie! Wciąż podobam się kobietom, to złe? Są piękne, a ty jesteś tego najpiękniejszym przykładem. Ona mnie dusi, jest taka nijaka. A ty potrafisz sprawić, że każdy dzień jest piękniejszy od poprzedniego. Mówisz, że wszystko się skomplikowało, wyluzuj, co z tego, że się znacie? Przestań, nikt się nie dowie. W końcu najciemniej pod latarnią. To moja praca, wykonuję ją u klientów. Jest za głupia, by się dowiedzieć. Mamy komfortową sytuację, nie widzisz tego? Daj spokój, wcześniej ci nie przeszkadzało. Tylko przy tobie czuję się stuprocentowym mężczyzną.
Oj tam, oj tam. Chcesz, kupię ci ulubione perfumy? Ona już ich nie ma. Rozbiła o podłogę, gdy powiedziałem jej rano, że śmierdzi, i że do niej ten zapach nie pasuje. Będę wieczorem, załóż tę bieliznę, co ostatnio ci dałem."

Już jest

Almanach Shyhta 2015 dla zainteresowanych.
Czytaj więcej...

Odwiedziny

Ogólnie 21645

© 2014 – 2018, Shyhta - czasopismo literackie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opracowane przez Shyhta.